Dzień wolny od pracy, trochę tak na siłę, nie z mojego wyboru. Przez opuszczone rolety widzę, że znów pada. Kolejny dzień bez słońca, więc ciężko się obudzić. Jeszcze pięć minut. Muszę się opierzyć… Czuję fizyczne zmęczenie i taką jakby to określić… ociężałość? Gdzieś uciekł mi dobry humor, entuzjazm, brakuje mi energii. Jak mam więc zrobić coś dobrego? Cokolwiek zresztą. Nawet nie mam ochoty ogarnąć chałupy. Panie Jezu, co się dzieje? Nie chcę marnować czasu, chcę ugotować obiad, zadzwonić do Janeczki, która bardzo choruje, uporządkować papiery. Skąd to zniechęcenie?
Ja nie oczekuję od ciebie twoich czynów, ale twojej miłości. Miłość możesz dać mi zawsze, niezależnie od sytuacji zewnętrznej i twego samopoczucia