Pamiętam, że w roku mojego nawrócenia, bardzo mocno przeżyłam święta Wielkanocy. Wszystko wydawało mi się takie nowe, takie świeże, takie fascynujące. Stałam w największej świątyni miasta, wśród tłumu podczas tridum i nie mogłam się nadziwić każdemu słowu. To była niezwykła moc, siła, która otoczyła mnie nie wpuszczając żadnych rozproszeń, która otwierała mój umysł na każde czytanie, ewangelię – a radość wylewająca się z mojego serca była nie do opisania. Dziś jest spokojnie. Wspominam tamten czas i każdy późniejszy rok. Myślę o chwili obecnej. Jak blisko jestem Pana Jezusa? Ile kilometrów bliżej? A może metrów, a może tylko kilka kroków bliżej…Niech będzie choć tak – najważniejsze, że jest to bliżej, a nie dalej. Przepycham się przez tłum idąc za Nim podczas Drogi Krzyżowej. Czasem zatykam uszy, nie raz się potknę, czuję jak obrywam od idących obok, czasem w nerwach oddaję, zdenerwowana powiem coś pod nosem. Staram się nie stracić Go z oczu – w tłumie szukam Maryi, wiem, że gdzieś tutaj jest. Potrzebuję jej spokoju, czułości załzawionych oczu, jej siły mimo ogromu bólu. Potrzebuję dotknięcia jej ręki, która przenika ciepłem, jej niewypowiadanych słów FIAT na tą miłość Boga, jej syna do mnie. Potrzebuję spojrzeć w jej oczy i mieć pewność, że kocha mnie wciąż, mimo tego, że ja również biczowałam jej jedyne, najukochańsze dziecko.
+ Jeśli ktoś przeciwstawia się Mojej woli, burzy Moje plany. Ludzie, którzy w nich uczestniczą, mają utrudnienia i komplikacje
Świadectwo, 464