wt. 12 V 87, g. 21:30
– Przyszłam jako winowajca na to spotkanie, bo niezupełnie wywiązałam się z Twego polecenia.
† Uczę cię, Moje dziecko, współżycia ze Mną na co dzień za pośrednictwem Słów i sytuacji. Dobrze, jeśli potrafisz wyciągnąć z tego właściwe wnioski. Uciszyłem twoje serce i przygarnąłem cię, bo widzę twój żal i nieporadność. Ze wszystkim przychodź do Mnie. Z drobiazgami dnia też. Lubię taką domową intymność. Ja nie chcę być w twym życiu oficjalną postacią, której oddaje się kult i z lękiem przeprasza. Chcę być domownikiem mającym udział we wszystkim. I pragnę wielkiej zażyłości – bez lęku, z dziecięcą ufnością, cokolwiek się zdarzy. Wiem, że pragniesz wypełniać Moją wolę. Ja sam nieraz to utrudniam, aby cię bardziej zmobilizować i doskonalić. Wszak tego też pragniesz i pozwoliłaś na wszelkie Moje działanie w twym życiu. Nie zrażaj się nieudolnością. Ważne jest pragnienie serca i miłość, jaką Mi okazujesz.
– Boję się, żeby Cię nie urazić.
† Swymi niekontrolowanymi reakcjami Mnie nie urazisz, ale chowaniem się przede Mną, lękiem i zapominaniem oraz przyjmowaniem złych myśli. Znasz Mnie i Moją miłość. Czyż kiedykolwiek byłem groźny dla ciebie? Srogi?
– Jest duża różnica pomiędzy tym, jaki człowiek chciałby być, a jaki jest.
† Przecież wiem, przecież liczą się pragnienia, wysiłek i tęsknota twego serca. Dlatego wybrałem cię do tak wielkiej bliskości ze Mną.